piątek, 30 sierpnia 2013

"Jutro też wam uciekniemy..."




- Bet to twarda laska - powiedział Grześ.
- Wcale nie - oburzyło się kolano należące do Bet, ocierając krew z czoła.
- Pierdolety! - powiedziała sama Bet z kolanem w strzępach, dosiadając bryki i galopując w stronę zachodzącego Słońca.
- Idiotka! - stwierdziło Słońce.
- Słońce, odczep się! - skwitowało Odczep-Się.

No, to widzimy się wieczorem... miejmy nadzieję. Ale jakby co, ktoś musi jutro jechać z Bartoszem na koncert. Wyjazd 8.51 z Wro. Wszystko opłacone :)))

Deszcz mi deszczy

"A te dni ciszy
które dzielą nas
podpowiadają mi złe obrazy
Musze to przespać
przeczekać trzeba mi
a jutro znowu pójdziemy nad rzekę"

Ech... deszcz mi deszczy w środku. Jak się nie wydeszczy do jutra, będziemy jechać z mokrym przedziale.
Jak na ironię - na zewnątrz wściekłe słońce. Nie ma na co zwalić, że mokro...







czwartek, 29 sierpnia 2013

I jedzie się dalej...

W ubiegłym roku Statystyczna Polka przeżyła dwa groźne wypadki rowerowe. 

W tym roku fruwała do rowu już wiosną. (Fruwanie to zaowocowało udokumentowaną tu, absolutnie cudowną wyprawą po niedźwiedzi czosnek.) Dziś zaliczyła darcie asfaltu. 

Te dwa ostatnie przypadki miały miejsce, bo za pierwszym i drugim razem  jakiś palant za kierownicą wielkiej  półciężarówki, ciężkiej jak słoń, zignorował ją jako użytkownika drogi i wymusił pierwszeństwo, albo zwyczajnie chciał staranować. A jakież ona ma szanse w starciu ze smokiem? No jakie? Przecież ona z miękkich tkanek złożona jest w całości, ta Polka...

I SP nawet nie życzy tym kierowcom źle. Nie pomstuje więcej, niż tylko przez chwilę, bo może oni się gdzieś śpieszyli. Tylko że tak się składa, że Polka się też spieszyła. 
Po światło. 
No i to światło dziś jej trochę uciekło - bo zanim się pozbierała z tego asfaltu, nim postękała, poużalała się nad sobą, sprawdziła czy jest cała i w jednym kawałku - trwało to i trwało.

Był jednak i plus tej całej sprawy. Jak wiadomo, SP używa tylko jednaj przerzutki w rowerze. Po pierwsze - uważa, że dwie przerzutki to zbytek łaski, bo nie ogarnia nawet tej jednej. A po drugie - że się jej  ta nieużywana zblokowała. Nie chciała się przestawiać. Po upadku się naprawiła sama. Ta-dam... 
No to SP pomyślała, że jednak na darmo była kształcona na renomowanej technicznej uczelni i zdobyła nie byle jaki inżynierski tytuł. Teraz SP już wie, bo przećwiczyła w praktyce, że techniczne umiejętności nic nie znaczą, bo wystarczy się spektakularnie  i umiejętnie wypieprzyć, aby sobie przerzutkę samodzielnie wyregulować. 

Bez łaski, chłopcy!!!

Ale wypadek wypadkiem, a zdjęcia porobić trzeba było. Wsiadła więc Polka na koń i dopięła, co zaplanowała. Żałuje tylko, że rozorała sobie kolano, bo miała jechać w krótkiej hipisowskiej sukience na koncert. 












Coś się jednak Polce wydaje, że poprzez kolejny wypadek na tym rowerze  Ktoś-Z-Góry chce Polce coś powiedzieć. Na przykład, żeby Polka przestała jeździć, bo to zaczyna być dla niej sport ekstremalny.

Więc jak się SP wkurzy, albo obrazi - obojętnie - to wystawi grata na Allegro. Sprzeda go w licytacji od złotówki. W opisie aukcji dołączyłaby jeszcze zdjęcia stłuczonego tyłka - ten jednak nie będzie na sprzedaż.

Póki co jednak, sfatygowana merida śpi  spokojnie. Wie, że Polka wygraża tylko i że tak naprawdę ją kocha i ma do niej dużo cierpliwości... A jak będzie potrzeba, to i przytuli, pocieszy.  Że razem tworzą zgrany duet... Że obie są kobietami po przejściach. To łączy.

Póki co jeszcze, Polka patrzy, jak by to kolano obandażować, żeby jutro znów na trasę wyruszyć.  W końcu nie będzie  żaden kierowca półciężarówki rozstawiał ją po kątach i mówił, kiedy i gdzie jej wolno jeździć. No! Tylko, że przy tej okazji żartobliwe motto Polki "Jak żyć w męskim świecie i nie dać się zabić" zaczyna być przerrrrażająco realistyczne.




O, w mordę!

SP dostała paczkę od siostry i aż się bała otworzyć.
Ale spoko... były dwie cudne sukienki (bo SP idzie na ślub przyjaciółki i jak zwykle nie ma się w co ubrać, więc musiała prosić o pożyczkę), płatki róży i tajemniczy przedmiot, na którym było napisane ni mniej ni więcej tylko "lizak z silikonu".

Hmm...
Jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, to jednak lizak z silikonu ma trochę dziwny kształt.
Więc przeprowadziła SP domową sondę i wyszło na to, że to jednak...
Ha!
... do teflonu jest przyrząd.
Ale to jednak dobrze, że do teflonu, bo gdyby jednak do tego, co jej przyszło  na myśl jako pierwsze  w związku z nazwą, to strach przecież!!!

No i była jeszcze czarna etola z miękkiego futerka z piękną satynową wstążką, którą pewnie SP okryje kiedyś swoje odkryte ramiona. W paczce jednak stwierdzono brak kamerdynera, który by do tej etoli pasował, chodził za SP niosąc tren i prowadząc pieska. Albo co najmniej jakiegoś kandelabrzysty w liberii. (edytor podkreśla mi słowo "kandelabrzysty". Czyli, że chyba nie ma takiego. Aaaa, mam to gdzieś!)

wtorek, 27 sierpnia 2013

"ODJAZD!" - odgwizdał kolejorz i cicho zaklął

SP jedzie na festiwal rockowy do Inowrocławia. Wraz z PS jedzie. W ramach zaległego prezentu urodzinowego jest ten wyjazd, choć Polka nie ukrywa, że sama już przebiera nogami na to konto, bo rocka ona lubi słuchać jak nikt na tej planecie. A już tego progresywnego  w szczególności. Będzie więc podrygiwać, kiwać głową, tupać nogą, podskakiwać i cieszyć się z dziecięcym entuzjazmem, choć to w jej wieku już przecież nie wypada. Może nawet ubierze się na ten czas w jakąś potarganą koszulę, dżinsy z dziurą na tyłku i cygańskie kolczyki. Albo w jedną z tych sukienek w kwiaty, w których Madlen tak jej nie lubi. Ale, ale... wyjazd jest przecież bez Madlen.

Najbardziej cieszy Polkę jednak fakt, że PS chce jechać z SP, choć przecież mógłby woleć raczej z jakimś kolegą w swoim wieku.



PKP stanie do dyspozycji, aby  pomóc SP i PS w tym celu.
A że się SP często za pośrednictwem PKP nie przemieszcza i nasłuchała się różnych opowieści o tym, że PKP potrafi pasażerów w polu wystawić, za to tylko, że pasażer kupił bilet w  nieodpowiedniej sieci zrzeszonej w megaspółce, postanowiła się do tematu strategicznie przygotować.

Ma więc do wyboru dwa kursy wchodzące w grę:
ten o 7.02 - będzie trwał 5 godzin  i kosztował 97 zł
ten o 8.51 - będzie jechał 4 godziny i kosztował 66 zł

Ilość kilometrów, a więc technicznie rzecz ujmując ilość stali na szynach i okablowania nad szynami w obu przypadkach jest ta sama. Jedyną zmienną jest CZAS. (I przewoźnik, ale tego akurat tematu nikt w tym kraju nie ogarnia, więc i Polka nie ma zamiaru wychodzić przed szereg.)
No więc jak? Powiedzenie "czas to pieniądz" nabiera tu znaczenia dosłownego.
Czyli, że jednak...
Jedziesz dłużej - płacisz więcej. Promocja taka!!! 
Rozumie  to ktoś?

SP nie jest jednak w ciemię bita (to znaczy była raz bita pewnym takim rozpędzonym żelastwem, ale to było dawno!) i chyba się jednak SP na taką promocję złapać nie da. Wyjedzie tym pociągiem  po ósmej. Będzie dzięki temu  spała dwie godziny dłużej w ciepłym łóżku, co pewnie nie pozostanie bez znaczenia, bo w jakich okolicznościach przyjdzie jej spędzić  następną noc, przecież nie wiadomo.
A przy okazji zrobi foty pięknego wrocławskiego dworca, który tak lubi.   Bo że i Inowrocław się na sesję załapie przy okazji, to się rozumie samo przez się.


A słuchać SP będzie między innymi  tego (było już, ale jest ładne, więc nie zaszkodzi):




I na koniec szybki smecz:

Kto rozszyfruje różnicę pomiędzy SP i PS w tym poście?
Oczywiście myślenie na ten temat jest za free, chyba, że Polce coś strzeli i spostrzegawczej osobie wyśle coś lawendowego w prezencie w kopercie. Bo i tak już przecież bywało nieraz...

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

sobota, 24 sierpnia 2013

Oddam romans w dobre ręce

Za free...
Może nie zupełnie za darmochę, bo jeśli ktoś ma ochotę na romans, to wiadomo powszechnie, ze w branży romansowej bez kasy się nie da. Ja w każdym razie poproszę o zwrot kosztów przesyłki (jakieś 13 zeta, bo jest tego cztery grube tomy, ważące spooooro ponad kilogram).

Tak więc kilogram liter mam na zbyciu. Nówka - nie śmigane. To znaczy czytelniczo nie śmigane, bo  technicznie i praktycznie książki były używane przez ponad dwa lata w roli dodatkowej nogi pod moje stare, rozwalające się, rozkładane łóżko. Kto tu jest dłużej niż przez chwilę, ten wie, jak było...
A było nie lekko. Stąd też na okładce jednego z tomów widać liczne wgniecenia po jakiejś bliżej nieznanej mi śrubie.

Książki są ładnie wydane, mają śliczne, twarde okładki w moim ulubionym kolorze. Ale to chyba nie jest dobry powód, żeby je trzymać tyle lat bezproduktywnie na półce. Mówię im więc: "Nie tym razem, moje panny!"

Treściowo, jak wszyscy już tu wiedzą, to nie moja bajka. Jak wiadomo SP nie cierpi romansów w formie pisanej. Co innego w formie filmowej. "Dirty dancing" będzie tłukła do końca życia, ale tam był Patrik Słejzi. A Patrik - wiadomo... W książkach jednak bardziej pożądane jest, gdy ktoś zginie. A tu lipa. I to tak dorodna, że sam Kochanowski by się nie powstydził.

Treściowo więc jest mniej więcej tak:
Zajrzałam na początek opowieści: ON i ONA.
I na koniec: ten sam ON i ta sama ONA.
Oczywiście po przejściach, oczywiście bogatsi w doświadczenia i uskrzydleni miłością do siebie.
On ją namawia, aby ONA weszła do wody. ONA się boi, ON mówi do niej, żeby się nie bała, bo przecież ON JĄ ochroni. ONA przestaje się bać i wchodzi do NIEGO.  A potem żyją długo i szczęśliwie...

No bez przesady!!! Wszystko ma przecież swoje granice...

Zdaję sobie sprawę, że tą recenzją pewnie sobie nie pomogłam zbytnio. Jeśli jednak ktoś lubi, jak kochają się w książkach aż po grób, ponad wszystko i pomimo, to to jest wymarzone dzieło dla niego.
Na swoją obronę mogę podać tylko, że książki miały bujną przeszłość obyczajową w moim własnym domu, o czym świadczą te liczne wgniecenia na jednej z okładek. Stanowiły niezbędny element konstrukcyjny najważniejszego mebla w moim domu.  Ile razy o tym było już wspominane, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę na bocznym pasku bocznym słowo "Gabaldon".

Tomy robiły za tematyczne tło fotograficzne:  tu i  ówdzie.
Świeższych zdjęć nie posiadam i nie zrobię pewnie jeszcze do poniedziałku, bo mi aparaciana (jest w ogóle takie słowo?!) karta zastrajkowała.

Poza tą jedną fizyczną wadą (któż by zwracał uwagę na takie głupstwa?!) panienki-książki trzymają się dzielnie. Można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że czas działa na ich korzyść.   Tylko temperamenty nam się kłócą.

No to co? Ktoś chętny???
Proszę o informację na mail lub wpisem pod tym postem.

____________

Dane biblioteczne:
Diana Gabaldon - "Obca" - tom 1 i 2
Diana Gabaldon - "Uwięziona w bursztynie" - tom 1 i 2





piątek, 16 sierpnia 2013

Bohaterka dnia




Ona - skromna, nobliwa, sinolawendowa popelina w białe groszki - przy cichym akompaniamencie śnieżnobiałej bawełny, koronki i perełek.
Ot, leciwa dama w patentowych pończochach - można by rzec o tej tkaninie.



Popelina! Jak to brzmi...
Ładne słowo - czyż nie? Takie okrągłe.

Gdy byłyśmy z siostrą małe, mama szyła nam z podobnej bluzki i sukienki. Ja miałam chabrową, a siostra czerwoną. Obydwie w białe groszki. Ech...












środa, 14 sierpnia 2013

Dlatego lubimy len...

Szyłam je dziś  - natychmiast po przywiezieniu tego cuda ze sklepu. Kosztem obiadu, mycia podłóg i kontaktów towarzyskich. Kosztem słuchania muzyki i czytania książki. Gdybym powiedziała jeszcze, że kosztem przyjemności, których się z nazwy nie wymienia przed 22.00, i tak nikt by mi nie uwierzył, więc nie będę ściemniać... Nieważne!
Za to ważne jest,  ile przy ich produkcji miałam przyjemności, prywatnych zachwytów i wybuchów endorfin. Tyle jest w nich dobrej energii. Czujecie???
...
No to zapraszam do sklepu :)

Białe...






No i szare...