Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje miejsca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

Srebrne gody

Rzecz jest taka:

Poczta Polska zrezygnowała z drukowania znaczka okolicznościowego na 25-lecie WOŚP,  ale ponieważ świat próżni niecierpi i zawsze trzeba uhonorować jakieś 25-lecie, postanowili wydrukować znaczek na jubel Radia Maryja. 

Znaczek jest ładny z ładną Matką Boską, ale...

Ale ponieważ do słuchaczy Radia Maryja się nie zaliczam (tych kilka audycji, które pozwoliły mi  utwierdzić się w przekonaniu, że nie warto tego procedetru uprawiać, się nie liczy), za to obydwoje  moich dzieci po urodzeniu korzystało hojnie z maszyn i aparatury dostarczonej przez WOŚP, będę wspierać i popularyzować tę inicjatywę z całych sił. 

Oprócz tego, że oddam orkiestrze część moich dochodów, wszelkie listy i przesyłki, jakie nadam do końca roku za pośrednictwem poczty będą opatrzone takim znaczkiem:





Jeśli ktoś zainteresowany:

1) znaczki kupujemy, opłacamy i drukujemy z użyciem dowolnej grafiki na stronie  www.envelo.pl/

2) wcześniej jednak musimy wybrać sobie odpowiednią grafikę stąd:








czwartek, 8 maja 2014

Przemyśl


Miejsce czterech kultur i czterech religii. Człowiek czuje się tam maleńki. Znaczy niewiele...












P

poniedziałek, 22 lipca 2013

Festiwal koloru

.. żółtego -  ma się rozumieć. 

Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy aby na pewno świat widziany z rowerowego siodełka jest lepszy od tego z okna samochodu, to ta powódź kwiatów zdaje się być gwoździem do trumny wszystkich sceptyków. Czyż nie?












PS.1. Pszczoła jest dla Vitoosa. Oj, poszalałbyś na tym polu ze swoim (za przeproszeniem)  obiektywem :)

PS. 2 . Chce mi się słonecznikowego miodu. Jest pyszny - łagodny, pachnący i tak niesamowicie żółty.

niedziela, 19 maja 2013

piątek, 22 lutego 2013

Przypadkowe podróże

Większość moich podróży wygląda podobnie. Nocuję w przypadkowych miejscach, wybranych w zasadzie na podstawie jednego kryterium: "podoba mi się tutaj". A że zwykle jestem uzbrojona w namiot, śpiwór i karimatę, znalezienie noclegów w dowolnym miejscu nie nastręcza problemów.

Zwiedzam podwórka, zaglądam ludziom do okien i rejestruję, co trzymają na progu. Łakomie oglądam sklepowe wystawy, zrywam przydrożne zioła i rozcieram je między palcami.  Zapamiętuję i utrwalam "na kliszy" codzienność tego skrawka ziemi - nie wystylizowaną na potrzeby turystycznych gustów i oczekiwań, a tą zwyczajną, życiową, wtatuowaną w ulice przez codzienne rytuały. W głowie przechowuję melodię języka, odgłosy ulicznego ruchu,  zapachy i kolory.

Jadam również przypadkowo - najchętniej regionalne specjały, w maleńkich restauracyjkach, rodzinnych tratoriach i tawernach - na uboczu - tanio, skropnie, smacznie.  Smaki i zapachy pamiętam całe lata.

Przechowuję w pamięci mało ważne incydenty oraz z czego zbudowana była ścieżka, którą dochodziło się do winnicy, jakie tam rosły rośliny, krój liter na sklepowych szyldach, ciekawe skrzynki pocztowe.

Dużo, dużo rupieci mam w głowie z tego tytułu.




Cieszę się, że tyle osób przyjęło zaproszenie do podróży po Bombonierce.
Nic nie ugotuję, bo też w tym zakresie nie mam się czym pochwalić.
Nie spisuję się również zbytnio w roli przewodnika - wiem i przepraszam.
Poczęstuję Was jednak, jak obiecałam w ogłoszeniu, tym, co lubię robić najbardziej - tkaninami, które ukochałam.

Uszyłam. Rozpędziłam się. Wykonałam nawet dwa komplety. Jeden pojedzie do jednego z Was, dostępny na Allegro:
http://allegro.pl/show_item.php?item=3051641284
i tutaj:
http://allegro.pl/poszewki-kury-i-stare-receptury-i3038683464.html













środa, 30 stycznia 2013

Zdjęcia ździś


Codziennie mijam ten lokal, gdy wędruję na pocztę. 
I myślę, czy by nie wejść... choćby na to pieczywko gratis.












niedziela, 25 marca 2012

Co nas kręci, co nas podnieca...

Pamiętam, jak byłam raz w pewnym miejscu, które w przewodnikach określono mianem "izba regionalna". W rzeczywistości okazała się drewnianą chatynką, z omszałym dachem i grzybem przy fundamencie, zamkniętą na cztery spusty i tylko nieliczni miejscowi wiedzieli, do jakich drzwi należy zapukać, aby sprawująca pieczę nad obiektem starowinka w chustce zechciała otworzyć podwoje.
Po negocjacjach i odrzucanych przeze mnie argumentach, że w chatynce "są same stare rzeczy i tak naprawdę nawet nie warto ich oglądać", udało się wejść do środka.

A wewnątrz zachwyt zupełny. Wiekowe sprzęty i przedmioty o trudnym do odgadnięcia przeznaczeniu, malowane meble, zapleśniała pościel sprzed stu lat, lniane haftowane ręczniki, zdezelowane krosna tkackie naprawiane prowizorycznie sznurkiem, pajęczyna w oknie. Cudo:)

Te zdjęcia tutaj niestety nie pochodzą z wspominanego wyżej miejsca. Ale klimaty podobne. I zachwyt również podobny. Rozczulenie nad rdzą i obłażącą farbą, pęknięciem glazury i dziurą w lnianym worku. Powinnam się chyba leczyć!