Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmyślam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozmyślam. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 listopada 2016

Srebrne gody

Rzecz jest taka:

Poczta Polska zrezygnowała z drukowania znaczka okolicznościowego na 25-lecie WOŚP,  ale ponieważ świat próżni niecierpi i zawsze trzeba uhonorować jakieś 25-lecie, postanowili wydrukować znaczek na jubel Radia Maryja. 

Znaczek jest ładny z ładną Matką Boską, ale...

Ale ponieważ do słuchaczy Radia Maryja się nie zaliczam (tych kilka audycji, które pozwoliły mi  utwierdzić się w przekonaniu, że nie warto tego procedetru uprawiać, się nie liczy), za to obydwoje  moich dzieci po urodzeniu korzystało hojnie z maszyn i aparatury dostarczonej przez WOŚP, będę wspierać i popularyzować tę inicjatywę z całych sił. 

Oprócz tego, że oddam orkiestrze część moich dochodów, wszelkie listy i przesyłki, jakie nadam do końca roku za pośrednictwem poczty będą opatrzone takim znaczkiem:





Jeśli ktoś zainteresowany:

1) znaczki kupujemy, opłacamy i drukujemy z użyciem dowolnej grafiki na stronie  www.envelo.pl/

2) wcześniej jednak musimy wybrać sobie odpowiednią grafikę stąd:








piątek, 18 kwietnia 2014

Na święta...

Zamysł Wielkiego Tygodnia jest taki, aby był to czas zadumy, ale też i świeżej, wiosennej radości. Ale czy jest taki w istocie? Dla  mnie nieszczególnie.
O ile o tę zadumę nie jest trudno, to już z tą radością bywa różnie. Zbyt skupiona na co najmniej poprawnym odstawieniu tańca ze sklepowym wózkiem oraz gimnastyki przy piekarniku, zbyt zmęczona po przedświątecznym wymiataniu tych kątów mieszkania, które pomija przy zwyczajnym sprzątaniu, zapominam czasem o tym, co w Wielkanocy jest najważniejsze. 

W tym roku postanowiłam sobie więc, że będzie inaczej. Bedzie mniej strojnie, mniej wystawnie, mniej różnorodnie na stole. Nie będę za to zasypiać przy śniadaniu, będę cieszyć się rozmową z rodziną i spacerem z zieleni, która w tym roku jest już tak soczysta i pachnie tak intensywnie, jakby chciała oszaleć ze szczęścia. Drożdżowa baba, pomimo iż dziadek cukiernik w grobie się przewróci, nie będzie tym razem śniadaniową celebrytką. Kupię gotową w cukierni. Pascha zechce wybaczyć, że ser będzie z wiaderka.  Jaj ufarbuję tylko tyle, ile będzie osób przy śniadaniu. Zrezygnuję z większości dań, które wypadało wykonać, bo zwyczaj tego wymaga, ale których  po żurku i białej kiełbasie nikt nie miał ochoty nawet powąchać.  Spróbuję zachować twarz i dobry humor w obliczu konfliktu mojego instynktu samozachowawaczego i bezwględnej tradycji, której przez ostatnie lata pozwoliłam wejść sobie na głowę.

Postaram się również znaleźć  czas na to, by pogładzić rękę mojej mamy, powspominać naszych dziadków, pośmiać się głośno z dzieciakami, przejąć się śmiercią Marqueza i chaniebnymi atakami hejterów na Agatę Passent, spróbować cieszyć się z sukcesów naszych studentów w konkursie NASA , ale też zrozumieć  istotę historii zamknięcia kościoła w Jasienicy, zająć stanowisko w kilku spornych kwestiach, które pomijam w codziennym życiu, odważyć się wyrazić kilka odważnych tez i podjąć się ich obrony. To będzie ważne w czasie tegorocznych świąt. To postanowione!



Mili Moi, korzystając z mojej obecności tutaj chcę złożyć Wam życzenia spokoju w te święta, radości z rodzinnych rozmów przy stole, wielu powodów do satysfakcji i niewielu  do wstydu lub myślenia w rytm słów "no i gdzie tu sprawiedliwość?!" Życzę, abyśmy mieli ochotę i odwagę zastanowić się nad rzeczami, nad którymi zastanawiać nam się zwyczajnie nie chce lub nie kalkuluje. Bo - jak napisał mistrz, kóry nas dziś opuścił: "Najdłuższego i najużyteczniejszego życia starcza li tylko na to, aby nauczyć się żyć."
Żyjmy powoli.
Za to soczyście...
Takie są moje życzenia na Święta - dla siebie samej i dla Wszystkich Was.

piątek, 24 stycznia 2014

O kawie przy kawie

Konkludując rozmowę z Siostrą Statystyczną (SS):

sformułowanie "Kochanie, czy mogłabyś włączyć ekspres do kawy?" różni się od sformułowania "Kochanie, czy mógłbyś włączyć ekspres do kawy".

To pierwsze obejmuje jeszcze w domyśle wykonanie kawy. Mężczyźni to bardzo wąska specjalizacja...



poniedziałek, 23 grudnia 2013

poniedziałek, 2 grudnia 2013

...

Są rzeczy, które nigdy się nie zmienią. 
Nie w naszym przypadku. 
I dobrze.
Bo to pozwala się trzymać w pionie. 
Nawet gdy w pionie oznacza
POD UKOSEM!



czwartek, 12 września 2013

Przy owijaniu kanapki w sreberka...

- Olu, gdzie masz resztę pieniędzy z wczorajszych zakupów? Miałaś kupić zeszyt i powinno Ci zostać jeszcze trzy zeta?
- Kupiłam sobie dwa batoniki.
- Ale umowa była inna?!
- No właśnie zastanawiałam się o co będziesz bardziej wściekła: czy o to, że sobie kupię dwa batoniki i nie przyniosę ci reszty, czy jeśli zwieję z dwóch lekcji i przyjdę do domu po śniadanie, którego zapomniałam. 

Polityk mi rośnie, jak nic...


poniedziałek, 9 września 2013

Zapytaj lekarza lub farmaceutę

SP rozmawia z farmaceutą:

SP: Potrzebuję coś na przeziębienie dla osiemnastolatka. Coś co poważnie się nazywa, tak że on uwierzy, że działa. Coś, co profesjonalnie wygląda i nie zrujnuje mi portfela.
F: A bardzo chory jest?
SP: Obłożnie.
F: A gorączkę ma?
SP: Jak znam życie to chyba nawet z 37 st.C.  W każdym razie trzeba zaciemniać okna i chodzić na palcach.
F: Uch. Taka gorączka to może nawet zabić.
SP: Żeby tylko! To przypadek terminalny przecież...
F: Proponuję XXX za 24 zł
SP: Ooo żesz...  Aż tak chory pewnie nie jest.
F: W takim razie za 11 sprzedam obietnicę, że będzie dobrze. W saszetkach!
SP: Poważnie się nazywa?
F: Ma dwuczłonową, łacińską nazwę.
SP: Jezzzuuuu... Biorę.

Skończyło się jak zwykle na paracetamolu. Z tym, że w saszetkach.
Bo poważniej wygląda!
Już samo spoglądanie na opakowanie stawia na nogi.

A PS i tak zachwycony nie był, bo smakuje podle.
No ja bardzo przepraszam, toż to lekarstwo jest. Ma leczyć, a nie smakować!

środa, 4 września 2013

By the way



Kolano wokół rany z czarnego robi się już wyraźnie fioletowe. No nareszcie!  Bo podczas porządków w szafie znalazłam zapomnianą, śliczną fioletową sukienkę. Teraz do tych siniaków pasuje idealnie.

Rana do wesela się zagoi.
Do wesela Madlen. To jeszcze miesiąc...

Madlen mówi, że iść na wesele z warkoczem do pasa mi raczej nie wypada. Podobno nie ten wiek.
Trzeba będzie ciąć. Ciężka decyzja, gdy ma się mózg przyrośnięty do włosów.
Jednak mam być świadkiem na tym ślubie, więc trzeba się będzie reprezentować dostojnie. Nie tak jak zwykle.

Ale póki co, siąpi  z nieba. Mam podkręcanie włosów za free.
Ma się te względy u Pana B.

poniedziałek, 2 września 2013

Młodzież zjechała do domu

- No nie wiem, czy mogę założyć tę spódnicę z rozporkiem na udzie - zagadnęła SP swoją córkę o poranku, zakładając jednocześnie lekkie jak mgła pończochy.
- A w czym problem?
- No wiesz, kolano mam rozorane. Będzie widać.
- E, spoko, nikt nie zwróci na ciebie uwagi, mamo. Zapominasz, że to NIE TY dziś tam będziesz robić za gwiazdę.

____________

- Olu, jesteś już w takim wieku, że powinnaś zwracać uwagę  na to, jak chodzisz. Wyprostuj się, nie stawiaj nogi z kolana, bo posuwasz się jak słoń.  Stawiaj stopy wąsko.
- Wystarczyłoby, gdybyś kupiła mi te buty na obcasie, sprawa rozwiązałaby się sama, mamo. Jestem już przecież w takim wieku...

____________

- A ty nie marzniesz dziś w tym ażurowym sweterku, Olu?
- Marznę, ale tylko w te dziurki. W nitki nie marznę...


No, trudno odmówić temu logiki.
A więc, aby logice stała się zadość, proszę o kontakt osobę, która mi wyszła po przeliczeniu pewnego skomplikowanego algorytmu, którego nawet ja nie rozumiem. Tą osobą jest: Eldanii. 
Natomiast odnośnie drugiego zadania - Ania Arbuzowa za zdanie "Wchodzę w to, choć jeszcze nie wiem w co". Bo to tak po mojemu. Aniu,  jeśli nigdy z tego nie wyrośniesz, to już Cię lubię :))

Wszystkim zaś dziękuję za zabawę... po równo.

Obydwie osoby proszę o kontakt na priv. W mailu proszę o informację, w jakiej kolorystyce mam się poruszać mniej więcej. Zdjęcia zamieszczę po tym, jak osoby dostaną przesyłki. Bo jak zabawa w ciemno, to niech już tak zostanie do  końca.


To tymczasem borem lasem
Wojciech Pijanowski
z Magdą
(Magda, pocałuj pana!)

piątek, 30 sierpnia 2013

"Jutro też wam uciekniemy..."




- Bet to twarda laska - powiedział Grześ.
- Wcale nie - oburzyło się kolano należące do Bet, ocierając krew z czoła.
- Pierdolety! - powiedziała sama Bet z kolanem w strzępach, dosiadając bryki i galopując w stronę zachodzącego Słońca.
- Idiotka! - stwierdziło Słońce.
- Słońce, odczep się! - skwitowało Odczep-Się.

No, to widzimy się wieczorem... miejmy nadzieję. Ale jakby co, ktoś musi jutro jechać z Bartoszem na koncert. Wyjazd 8.51 z Wro. Wszystko opłacone :)))

czwartek, 29 sierpnia 2013

I jedzie się dalej...

W ubiegłym roku Statystyczna Polka przeżyła dwa groźne wypadki rowerowe. 

W tym roku fruwała do rowu już wiosną. (Fruwanie to zaowocowało udokumentowaną tu, absolutnie cudowną wyprawą po niedźwiedzi czosnek.) Dziś zaliczyła darcie asfaltu. 

Te dwa ostatnie przypadki miały miejsce, bo za pierwszym i drugim razem  jakiś palant za kierownicą wielkiej  półciężarówki, ciężkiej jak słoń, zignorował ją jako użytkownika drogi i wymusił pierwszeństwo, albo zwyczajnie chciał staranować. A jakież ona ma szanse w starciu ze smokiem? No jakie? Przecież ona z miękkich tkanek złożona jest w całości, ta Polka...

I SP nawet nie życzy tym kierowcom źle. Nie pomstuje więcej, niż tylko przez chwilę, bo może oni się gdzieś śpieszyli. Tylko że tak się składa, że Polka się też spieszyła. 
Po światło. 
No i to światło dziś jej trochę uciekło - bo zanim się pozbierała z tego asfaltu, nim postękała, poużalała się nad sobą, sprawdziła czy jest cała i w jednym kawałku - trwało to i trwało.

Był jednak i plus tej całej sprawy. Jak wiadomo, SP używa tylko jednaj przerzutki w rowerze. Po pierwsze - uważa, że dwie przerzutki to zbytek łaski, bo nie ogarnia nawet tej jednej. A po drugie - że się jej  ta nieużywana zblokowała. Nie chciała się przestawiać. Po upadku się naprawiła sama. Ta-dam... 
No to SP pomyślała, że jednak na darmo była kształcona na renomowanej technicznej uczelni i zdobyła nie byle jaki inżynierski tytuł. Teraz SP już wie, bo przećwiczyła w praktyce, że techniczne umiejętności nic nie znaczą, bo wystarczy się spektakularnie  i umiejętnie wypieprzyć, aby sobie przerzutkę samodzielnie wyregulować. 

Bez łaski, chłopcy!!!

Ale wypadek wypadkiem, a zdjęcia porobić trzeba było. Wsiadła więc Polka na koń i dopięła, co zaplanowała. Żałuje tylko, że rozorała sobie kolano, bo miała jechać w krótkiej hipisowskiej sukience na koncert. 












Coś się jednak Polce wydaje, że poprzez kolejny wypadek na tym rowerze  Ktoś-Z-Góry chce Polce coś powiedzieć. Na przykład, żeby Polka przestała jeździć, bo to zaczyna być dla niej sport ekstremalny.

Więc jak się SP wkurzy, albo obrazi - obojętnie - to wystawi grata na Allegro. Sprzeda go w licytacji od złotówki. W opisie aukcji dołączyłaby jeszcze zdjęcia stłuczonego tyłka - ten jednak nie będzie na sprzedaż.

Póki co jednak, sfatygowana merida śpi  spokojnie. Wie, że Polka wygraża tylko i że tak naprawdę ją kocha i ma do niej dużo cierpliwości... A jak będzie potrzeba, to i przytuli, pocieszy.  Że razem tworzą zgrany duet... Że obie są kobietami po przejściach. To łączy.

Póki co jeszcze, Polka patrzy, jak by to kolano obandażować, żeby jutro znów na trasę wyruszyć.  W końcu nie będzie  żaden kierowca półciężarówki rozstawiał ją po kątach i mówił, kiedy i gdzie jej wolno jeździć. No! Tylko, że przy tej okazji żartobliwe motto Polki "Jak żyć w męskim świecie i nie dać się zabić" zaczyna być przerrrrażająco realistyczne.




O, w mordę!

SP dostała paczkę od siostry i aż się bała otworzyć.
Ale spoko... były dwie cudne sukienki (bo SP idzie na ślub przyjaciółki i jak zwykle nie ma się w co ubrać, więc musiała prosić o pożyczkę), płatki róży i tajemniczy przedmiot, na którym było napisane ni mniej ni więcej tylko "lizak z silikonu".

Hmm...
Jakkolwiek dziwnie by to brzmiało, to jednak lizak z silikonu ma trochę dziwny kształt.
Więc przeprowadziła SP domową sondę i wyszło na to, że to jednak...
Ha!
... do teflonu jest przyrząd.
Ale to jednak dobrze, że do teflonu, bo gdyby jednak do tego, co jej przyszło  na myśl jako pierwsze  w związku z nazwą, to strach przecież!!!

No i była jeszcze czarna etola z miękkiego futerka z piękną satynową wstążką, którą pewnie SP okryje kiedyś swoje odkryte ramiona. W paczce jednak stwierdzono brak kamerdynera, który by do tej etoli pasował, chodził za SP niosąc tren i prowadząc pieska. Albo co najmniej jakiegoś kandelabrzysty w liberii. (edytor podkreśla mi słowo "kandelabrzysty". Czyli, że chyba nie ma takiego. Aaaa, mam to gdzieś!)

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Co z tym życiem?

Polka Statystyczna ma 140 znajomych na fejsie. Gdy więc coś jej potrzeba w domu, pisze na tablicy i niemal natychmiast uzyskuje pomoc, lub co najmniej kilkanaście porad. Przecież w tym kraju wszyscy się na wszystkim znają! A przy okazji takie publikowanie na tablicy zawsze wychodzi taniej, niż wykonać kilka telefonów.

Potrzebuje więc Polka zreperować lampę, pisze na tablicy.
Naprawić łóżko? Pisze...
Wyregulować przerzutki w rowerze? Pisze...
Uzyskać pomoc przy zaprogramowaniu treningów? No!

Za każdym razem zgłasza się kilku kolegów chętnych do pomocy, ewentualnie koleżanki zapowiadają się z wizytą z mężem, który potrafi TO zrobić. W ciągu dwóch dni SP ma wykonane, naprawione, wyremontowane, przyniesione, przymocowane, uszczelnione, przetkane, itp.itd.

Ale jak SP napisała: "zamienię dyplom wyższej uczelni na życiową mądrość", to ofert zero.
ZERO!
Nominalne zero!
W mordę...

niedziela, 4 sierpnia 2013

Serwis obuwniczy

- No to co kupiłaś na giełdzie dziś?
- Nic. Prawie nic. Bursztyn tylko. Fotografowałam buty.
- Co fotografowałaś?
- No, buty...


A w kwestii butów do powiedzenia mam dziś sporo...

W kategorii "Multi-kulti:  
1) Czerwony Baron w starciu z czerwonym lakierem




2) etno contra pin-up



Zapłacone, kupione, wyniesione...



W kategorii "moda": 
1) skarpety do sandałów - to się nosi


 2) do gumowych klapków też


3) a tu "faszyn from Raszyn"


4) starszy pan trzyma fason


5) a inny pan - wręcz przeciwnie



W kategorii  "wszystko na sprzedaż":

1) A tego Jezuska to po ile pani ma?




2) A ten bez krzyża nie byłby tańszy?


3)  - Ta Golgota po ile?
     - ...
     - Po ile???? W takim razie tylko te kości poproszę...




W kategorii "Tym mężczyznom to tylko jedno w głowie":

1) jak to co im w głowie? Samochody!


2) albo militaria



W kategorii "Kupił, nie kupił..."

Z punktu widzenia Polki Statystycznej niektórzy mężczyźni mają wady fizyczne (są zbyt niscy).
Inni mają wady prawne (są żonaci). 
Pozostali, nawet gdy nie wykazują dwóch pierwszych, swoje wady ujawniają po zadaniu im pytania. 
Ten był wysoki i miał świetne, silne, owłosione nogi.  
Nie miał obrączki.
Za to, gdy się odezwał, to... ech :) 
Selekcja naturalna - ot co!

Kupiłam jednak u niego bursztyn na rzemyku. Będę miała na nadgarstek.  
Przy okazji dowiedziałam się, że jestem najpiękniejszą dziewczyną w mieście. Taki tani komplemencik zamiast rabatu na rzemyk!  
Kobieta, która przyszła chwilę po mnie, kupiła dzwonek z mosiądzu. Też była najpiękniejsza. 
Niech on się zdecyduje, bo jak tak dalej pójdzie, to miasto może nie udźwignąć tylu piękności na swym bruku!




W kategorii "Autoportret":

wszystkie letnie buty mam wiązane na sznurki.
Lubię sznurki latem...






poniedziałek, 29 lipca 2013

Wpis z serii: znajdź pięć różnic!

Wiecie co ja zauważyłam?
Że zawsze gdy mam jakieś głupoty do powiedzenia, piszę tutaj to wszystko per "Statystyczna Polka" lub "SP" - jakby odpowiedzialność za to pieprzenie  dzięki pisaniu w osobie trzeciej liczby pojedynczej stawała się wtedy mniejsza. Dziś więc będzie wpis w osobie pierwszej - czas wydorośleć i przyznać się do własnych myśli.

Jutro się z tego wycofam, jakby co...



Gdyby ktoś chciał poznać smak zawodowej porażki i zawodowego wzlotu w ciągu jednego tygodnia, to ja służę radą. Nawet cały poradnik jestem w stanie napisać, jak taką akcję zorganizować. Bo ja to wszystko właśnie teraz zaliczyłam. Poległam. Teraz powstaję. Widać - taka huśtawka jest mi ciągle pisana.

Wy też nie dajecie się nudzić. W tym tygodniu napłynęło tyle maili, że nie nadążam odpisywać każdemu indywidualnie. Nie wspominając już o tym, że w zasadzie powtarzają się trzy tematy, które wałkuję w tym mailach na okrągło. Dla własnej wygody czynię więc to tutaj hurtowo. Może kto doczyta:

1) lawenda - w zasadzie cięcie lawendy, bo sadzenie mamy już dawno za sobą. W tej sprawie proszę już nie pytać. Temu zagadnieniu poświęciłam dużo czasu i energii  na tym blogu, oraz  opisałam wszystko szczegółowo w specjalnych postach. Proszę w okno wyszukiwarki na tym blogu wpisać słowo "tniemy lawendę" i będzie. Zresztą w wyszukiwarce google  bombonierkowy wpis też jest wysoko oceniany. Co jak co, ale to mi wyszło pierwszorzędnie.

2) czy sama szyję? - tak, obecnie szyję sama. Kiedyś było nas trzy, a nawet bywało, że cztery. Zdarzyło się nawet jakiś czas temu takie zlecenie, że nawet przestałam liczyć, ile nas było do szycia. Ale teraz sama - ku rozpaczy mojej mamy, że szkoły, że studia... Ciul ze studiami, skoro ja to kocham. Ko-cham! I mam nadzieję, że to widać.

3) zdjęcia - czy i gdzie się uczyłam? I jakim sprzętem pracuję?
I co ja mam odpowiedzieć, żeby sobie nie narobić większego obciachu?
Wcale nie wydaje mi się, aby zamieszczane tu fotografie były wyjątkowe, ale skoro są pytania, odpowiem następująco:


Kiedyś miałam Pentaxa KX (cóż to  była maszyna!),  ale poszedł w niebyt, nie będę więcej za nim płakać.
Teraz to jest Nikkon D3000 - czyli staroć, jak na obecne standardy. Słabiusi jest, więc muszę się czasem nagłowić i napróbować, aby coś sensownego z niego wycisnąć. Ale za to jaki ma potencjał...
Obiektyw też słabiusi, ale lubię go.  W końcu  "osądzaj faceta po potencjale, nie po parametrach" - powiedział ktoś mądry, więc i ja tak robię. Parametry obiektywne się nie liczą. Zresztą i tak nie potrafię z nich korzystać, więc mi i tak wsio ryba.

Technikę - udaję, że szlifuję z kolegami - fotografami. Takimi, co w tym rzemiośle robią od lat i zbijają na tym kapuchę. Jest ich w moim bezpośrednim otoczeniu pięciu: Jacek, Jacek,  Krzyś, Marek i piątego nie pamiętam z imienia, bo wszyscy wołamy na niego po ksywce. Bywa, że chłopaki biorą mnie na zajęcia plenerowe. W zasadzie nie wiem, po co oni mnie tam biorą, bo od lat dwóch niczego mnie tam (pomimo licznych prób) nie nauczyli. Ale jest fajnie. I wesoło!

Chodzenie z chłopakami na te plenery ma te zalety, że nawet jeśli nie pojmę o co chodzi z tymi przesłonami i migawkami, to chociaż nauczę się patrzyć na fotografowany obiekt pod różnymi kątami - czyli że z różnej perspektywy.  Odważniej też eksperymentuję z filtrami i kolorami. Wiem już o co biega w fotografii czarno-białej, jak fotografować mgłę, żeby to nie było nudne. No takie tam...
Inaczej patrzę na zdjęcia, które wcześniej bym niewątpliwie wyrzuciła. Okazuje się też, że drgnięcie ręki może być czasem zaletą zdjęcia i pozwala nadać mu charakter. Niedoświetlenie to też nie problem. Gorzej z prześwietleniem. Wtedy już ciężko coś na to poradzić.

Chodzenie na plenery ma też swoje wady. Otóż nie wolno mi chodzić na nie w sukienkach (podobno "deogniskują" się od tego obiektywy). Pod żadnym pozorem nie wolno mi komentować tego, co mówią koledzy na temat kobiet (a mówią dużo), ani powtarzać tego, co usłyszę, osobom trzecim. Kłopot jest również z toaletą. Otóż mężczyźni nie potrzebują toalety - takiej zamkniętej, a ja owszem. I przeważnie  jest z tym kłopot!
No i mam już nie pytać o szczegóły techniczne. Podobno były mi tłumaczone tyyyyyyle razy, że skoro nie załapałam do tej pory, to już podobno nie załapię. Daremny trud...

Nic sobie  z tej krytyki jednak nie robię, bo to moje zdjęcie było ostatnio w gazecie. Ha! Będę na tym jechać przez trzy kolejne lata.

Wracając jednak na moment jeszcze do tematu toalety - główny problem polega na tym, że ja tam muszę iść, a oni muszą stać i czekać. I różne pomysły rodzą im się w głowie z tej bezczynności. Ostatnio na przykład wymyślili, że zrobią mi zdjęcie na portal randkowy. Bo że kandydata dla mnie poszukać poza naszym towarzystwem potrzeba - przyjęli sobie za cel numer jeden.   W towarzystwie poszukać się takiego nie da - ja wiem zbyt dużo o nich, a oni o mnie...

Opuszczając ostatnio ten przybytek wątpliwej przyjemności, jeszcze drzwi dobrze zamknąć za sobą nie zdążyłam, gdy napadła mnie sfora z fleszami.

- Ej, no, chłopaki, w kiblu mi zdjęcia będziecie robić? - się normalnie gotowa byłam obrazić.

Ale oni powiedzieli, że moje fochy są niepotrzebne i żeby im dać ze dwa-trzy dni na pracę w różnych Photo-coś-tam, a wtedy będą ze mnie ludzie. No - jak gołą ręką w pysk! Dwa-trzy dni! Więcej zajęło by im jedynie  kopiowanie  Panoramy Racławickiej. I to pędzelkiem do akwarelek. Na dodatek lewą ręką!

Jak powiedzieli, tak z robili.  Kolorki zmienili na mono. Refleksy na włoskach powyciągali. Spojrzenie pogłębili. Zmarszczki wyliftingowali. Nawet makijaż poprawili. Zuchy z tych chłopaków!

Pokazać?
A niech tam.

Bo gdybym nie wiedziała, jaka jestem brzydka (dla ułatwienia dodam, że z lewej), to pomyślałabym,  że jestem piękna.
Z takim obliczem Clooney leży u moich stóp - jak nic!








niedziela, 28 lipca 2013

Słowo na niedzielę!!!

SP czyta.
Opowiadania czyta.
Opowiadania MC Sweeney'sa. Zacna to literatura na letni czas.
Gorączkę upału gasi zmrożonymi na kość porzeczkami.
Taki niedzielny chillout ze stopami na parapecie.









I tak sobie myśli SP przy tej leniwej niedzieli, czy to aby nie jest dobry czas na jakąś nową zabawę.
Jest, czy się mylę?
Co prawda pomysłu na nagrodę w zabawie Polka jeszcze nie ma żadnego, ale ma już pomysł na termin jej zakończenia.   Zawsze to jakiś punkt zaczepienia.

1 września!
Może być? Tak na rozpoczęcie obowiązków i koniec laby.

Będzie więc to gra O COŚ! O bliżej nieokreślone coś! Gratisowo dołożę uścisk dłoni. 

Ogłasza więc Polka nowe wyścigi o bliżej nieokreśloną nagrodę, która nam się tu będzie w kolejnych tygodniach wyłaniać, wzbogacać i uzupełniać. A że SP nie skąpi w tym względzie, niech się wypowie Panna Kropka. 
(A gdy się Panna Kropka jednak nie wypowie, po wgląd w opis poprzedniej zabawy zapraszam tutaj: ---> O TUTAJ!


No to co - wchodzicie w to?




Zasady - jak poprzednio, albo wręcz przeciwnie (bo kto by to pamiętał?!) - w pytaniach i odpowiedziach:

1) czy trzeba umieścić swój "komentarz aktywujący do zabawy" pod tym postem? - Jak najbardziej!  (osoby nie posiadające profilu w Bloggerze ani w Google, proszone są o pozostawienie adresu e-mailowego).
2) czy trzeba umieścić u siebie podlinkowane zdjęcie - znak tej zabawy? - Liczę na Waszą dobrą wolę! Jednak jeśli chcecie to zrobić (bo przecież chcecie:), to podlinkujcie, proszę... Oczywiście każdy zgłoszony blog odwiedzę osobiście i sprawdzę. Żeby nie było, że się zupełnie nie interesuję, do kogo trafiają moje słowa. Podlinkowane zdjęcie będzie więc swoistym barometrem, czy naprawdę lubicie Bombonierkę, czy też... Niby więc przymusu nie ma, ale kontrola będzie. A co!
3) czy trzeba być obserwatorem tej strony? - Ależ skąd! Można, ale prymusu nie ma. Liczę na to, że jeśli już tu zawitacie, to zatrzymacie się na dłuższą chwilę.
4) czy trzeba lubić Bombonierkę na FB? - Dużo blogów ma swój profil na FB, ma i Bombonierka, ale ich rola, zdaniem Polki jest przeceniana, więc można, ale nie trzeba.
5) więc co trzeba? - Absolutnie nic, poza punktem pierwszym.
6) jaka więc z tego korzyść dla SP? - SP nie liczy na korzyści, a jedynie na kontakt z Wami, na przeczytanie ciekawych komentarzy, na rozwijanie Waszej własnej inwencji, twórcze pomysły, wzajemne wizyty, niezobowiązujące kawki, uśmiechy, pozdrowienia, te sprawy...  Zresztą znacie Polkę. To nie jest interesowna kobieta.

Zasięg terytorialny: Polska!

Ale, ale...
Żeby nie było do końca tak łatwo i chilloutowo - oprócz nagrody głównej przydzielonej w drodze losowania, SP przewidziała nagrodę dodatkową, która (czas pokaże) może okazać się bardziej wypasioną od nagrody głównej, a którą przyzna  subiektywnie w zamian za opinię, który wpis z bloga Polki od ostatniego losowania (a było to w zimie) przypadł Wam do gustu najbardziej.  Albo co najmniej informację, jaki typ wpisów czytacie najchętniej: czy te z kategorii "szyję", czy też z kategorii "ot, życie!".
No przecież musi być ukłon w stronę stałych czytelników, a nie tylko tych, którzy tu wejdą na chwilę. A przy okazji - to dla SP cenna informacja - takie małe sondowanie zgodności gustów. Szkoda, że nie przeprowadza  się podobnych plebiscytów przed zamążpójściem!


Zdaję sobie sprawę, że nowi goście formułą konkursu mogą być nieco zdziwieni. Stali bywalcy nie dziwią się już niczemu. Nowym więc mówimy chóralnie: za-u-faj-cie! 
Ja wiem, że wielu ludzi Wam to mówiło już przede mną. Ale to byli faceci. A z facetami - wiadomo. Tutaj satysfakcja jest gwarantowana.

No to tyle tymczasem.
Ściskam słonecznie

Wasz Wojciech Pijanowski
z Magdą
(Magda pocałuj pana!)






sobota, 27 lipca 2013

Fotoreporterka dnia

Polka Statystyczna ma dziś swoje dziennikarskie "pięć minut". Jej zdjęcie zostało dostrzeżone gdzieś tam w sieci przez szanowne gremium redaktorskie i znalazło się na głównej stronie portalu Swidnica24.

Teraz PS czeka na fanfary :)

A zdjęcie jest do obejrzenia  tutaj: ----> O TUTAJ!

Wchodźcie, proszę, niech zwariują im statystyki, to następnym razem mi zapłacą :D
Pójdziemy sobie  za to na zimne piwo. I jeszcze zaprosimy dziennikarzy. A co!

poniedziałek, 22 lipca 2013

Festiwal koloru

.. żółtego -  ma się rozumieć. 

Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy aby na pewno świat widziany z rowerowego siodełka jest lepszy od tego z okna samochodu, to ta powódź kwiatów zdaje się być gwoździem do trumny wszystkich sceptyków. Czyż nie?












PS.1. Pszczoła jest dla Vitoosa. Oj, poszalałbyś na tym polu ze swoim (za przeproszeniem)  obiektywem :)

PS. 2 . Chce mi się słonecznikowego miodu. Jest pyszny - łagodny, pachnący i tak niesamowicie żółty.

niedziela, 21 lipca 2013

Ups...

Polka statystyczna wypiła wczoraj cztery szklaneczki martini z arbuzem. A może pięć????!
A że kostki arbuza były pokaźne (Polce zabrakło cierpliwości, aby były zgrabniejsze), stwierdziła SP, że arbuz źle wpływa na jej głowę, bo po tym arbuzie Polka stała się  lekko nadsterowna.

Pomyślałby kto, że w takim delikatnym owocu tkwi aż taaaaka siła? 


sobota, 20 lipca 2013

Wakacje w kuchni

Życie bez dziecka ma tę zaletę, że wraz ze zniknięciem autokaru za zakrętem ulicy, pryskają problemy z wyborem dania, które należałoby ugotować na obiad. W normalnych warunkach zawsze są dyskusje o wyższości naleśników nad daniami mięsnymi (i w ogóle nad wszystkimi innymi daniami) oraz o (wątpliwej według młodzieży)  roli surówek w diecie nowoczesnej aktywnej kobiety u progu jej sportowej kariery.
Od dziś decyzje kulinarne podejmuje się u mnie w domu przez aklamację:

Dziś obiadu nie ma!
Jutro zjem zaś to, co dziś!
I tak przez całe dwa tygodnie.

Lody!
Lody uchronią mnie przed śmiercią głodową. I czerwone porzeczki od sąsiadki...
Mam też ochotę na rabarbar.