czwartek, 12 kwietnia 2012

Dolce vita

W międzynarodowym dniu czekolady reporterzy mojego ukochanego radia za specami od diet ogłosili, że czekolada nie ma tych cudownych właściwości, które się jej od wieków przypisuje. Czyli że nie poprawia samopoczucia, nie powoduje powstawania w naszym organizmie endorfin, a tłuszcz kakaowy o tylko zwykły tłuszcz. Odczytuję to jako osobistą zdradę na moim organizmie, bo odkąd pamiętam, takową motywacją właśnie próbuję się rozgrzeszać, gdy skuszę się na smakowity kawałeczek. Ale nic mnie w tym względzie nie złamie. Węszę tu wręcz jakąś międzynarodową i interdyscyplinarną manipulację. Nawet jeśli dotychczas wpajane nam zalety czekolady okażą się wyssane z palca, to co? Nie będzie endorfina pluła nam w twarz:) 


wtorek, 10 kwietnia 2012

"Kocha, lubi szanuje..." a rachunek prawdopodobieństwa

Za namową Panny Marchewki czytam "Rachubę świata" Daniela Kehlmanna - fabularyzowaną opowieść o życiu dwóch panów o nieprzeciętnych umysłach  (Gaussie i Humboldcie), którzy gdyby żyli w obecnych czasach, mogli  by być moimi kolegami ze studiów.  Ale pech chciał, że obydwaj wiedli żywot dwieście lat temu i  zamiast rozmawiać z nimi o ich szalonych pomysłach na uczelnianych korytarzach i na bieżąco rozwiewać wszelkie wątpliwości, musiałam brnąć przez zawiłe teorie w samotności.  Ileż prościej byłoby, gdyby panowie tworzyli skomplikowane wywody i opatrywali je klauzulą: "stosować w razie konieczności". Nie byłyby wtedy wciągane w program obowiązkowy każdego kursu matematyki, a studenci spaliby spokojniej.

Moje podejście do matematyki  bardzo ewoluowało od czasów zakończenia nauki. Wiele rzeczy mi się w głowie rozjaśnia. Morze teorii, pojęć i zjawisk przybiera dla mnie konkretne kształty i potrafię znaleźć analogie pomiędzy nimi a tym, co dotyka mnie w codziennym życiu. Bywa, że teoria zamienia się w praktykę, a koszmar związany z koniecznością zrozumienia różniczek, liczb zespolonych i im podobnych jawi mi się teraz jak senne wspomnienie z dzieciństwa, co do którego nie jestem pewna, czy zdarzyło się naprawdę, czy tylko mi się wydawało.

Szczęśliwym trafem piętnaście lat temu zaliczyłam wszystkie kursy matematyki na mojej uczelni z ocenami mieszczącymi się w szeroko pojętej normie i pozwalającymi mi na obronę dyplomu, który przy obecnym moim zajęciu służy mi jedynie dla dekoracji :)

Takiej kolei rzeczy nawet sam Gauss nie byłby w stanie przewidzieć. O!









niedziela, 8 kwietnia 2012

Jestem podobna do Paulo Coehlo

Odkryłam w sobie swoiste podobieństwo do Paulo Coehlo.
On nie potrafi pisać, a ja nie potrafię fotografować. Obydwoje jednak uwielbiamy robić to, w czym nie jesteśmy dobrzy.

Dzisiejsze zdjęcia to obiekt, który mijam codziennie odwożąc Oliśkę do szkoły - fragment przejścia podziemnego pod torami kolejowymi. Konstrukcja straszy powybijanymi szybami, wszechobecną rdzą i smrodem uryny. Ma jednak w sobie coś malowniczego  - zwłaszcza w słoneczne popołudnie. 





sobota, 7 kwietnia 2012

Zielono...


Wszystkim przyjaciołom, 
obserwatorom, przypadkowym gościom, 
sympatykom lawendowego koloru, smaku i aromatu 
życzę wielu witamin, spokoju i cudnych spotkań  
w to zielone święto.



piątek, 6 kwietnia 2012

Pomarańcze i mandarynki

Pani patrzy - melancholijnie...
Skąd ma pani tę melancholię? 
Sen? Doprawdy? Jak z dymu kółka?
Sen zmysłowy bladej dziewczynki?
Hebanowa lśniąca szkatułka:
Pomarańcze i mandarynki.



sobota, 31 marca 2012

Historia znikania

Jest taki cmentarz w Świdnicy, który dzięki uprzejmości panów złomiarzy niedługo przestanie istnieć. Policja na to - że to niska szkodliwość społeczna.




piątek, 30 marca 2012

Pojedynek na broń białą i obuchową czyli wieści z frontu

Kolonizacyjne ambicje...



Planowanie i taktyka...



Zajęcia poligonowe...



Opanowanie nowych terytoriów...


Koniec meldunku. Bez odbioru! Miłej nocy życzę wszystkim Wam:)